Zazwyczaj
moje wycieczki do biblioteki kończą się moim
dumnym wymarszem z naręczem książek, których wcześniej nie
miałam zamiaru przeczytać. Tak właśnie było i z tą książką.
Widziałam film, który szczerze mówiąc uznałam za dość słaby,
przez co jakoś straciłam zainteresowanie całą serią. Poza tym
jestem pewna, że wielu z was zdążyło już nawet zapomnieć, że
taka książka została napisana. Ale jak już wspomniałam na
wstępie, weszłam do biblioteki z zamiarem wzięcia jednej jedynej
książki na szwedzki i ewentualnie jakiegoś fajnego kryminału po
angielsku, coby mieć co czytać między czytaniem. Wtedy mój wzrok
padł na „Niezgodną”. „Kryminał to nie jest, – pomyślałam
- ale przynajmniej po angielsku”. I teraz siedzę z kubkiem kawy,
batonem i tą nieszczęsną książką.

Dystopiczne
książki science-fiction mnożą się
jak grzyby po deszczu. Mieliśmy już „Igrzyska Śmierci”,
„Niezgodną” czy nawet „Selekcję”, która sprawiła, że
chciałam płakać nad kartonowatością postaci i fabuły (tak, to
dystopiczny romans!). Na szczęście podczas lektury „Niezgodnej”
nie musiałam wyrywać sobie włosów i bić się po piersi. Fabuła
była całkiem przyjemna, choć wiele
rzeczy było nielogicznych i niedopracowanych.
Szesnastoletnia
Beatrice Prior urodziła się we frakcji, gdzie króluje
niesamolubność i skromność, a mottem życiowym jej członków
jest pomaganie innym. Poza Altruizmem
istnieją jeszcze cztery inne frakcje – Nieustraszoność,
Erudycja, Prawość i Serdeczność.
Społeczeństwo zostało podzielone z myślą o jak najlepszym
funkcjonowaniu państwa, gdzie dla przykładu dobrzy i bezinteresowni
Altruiści zajmują miejsca w rządzie i walczą o dobro każdej
frakcji, a odważni Nieustraszeni pilnują porządku w mieście.
Jednak jak to bywa w życiu, żaden plan nie jest doskonały i
frakcje zaczynają odczuwać do siebie
co raz większą niechęć, która z
czasem przeradza się w otwartą nienawiść.
Po
przejściu Próby, podczas której w mózgu wywoływane są
halucynacje, każdy nastolatek dowiaduje się do jakiej frakcji
najlepiej pasuje, czyli jakie cechy są u niego dominujące.
Zazwyczaj wynik jest jednoznaczny,
przynajmniej w teorii. Jednak Beatrice dowiaduje się, że jest
Niezgodna – co oznacza, że od teraz musi zrobić wszystko, by
chronić swoją tajemnicę.
Dlaczego
Niezgodni stwarzają niebezpieczeństwo dla systemu? Jaką frakcję
ostatecznie wybierze Beatrice? Co się stanie, kiedy napięcie między
frakcjami sięgnie zenitu?
A
teraz część bardziej szczegółowa, dla tych, którzy już
czytali książkę, gdzie sobie ponarzekamy na fabułę.
Nie
wiem dlaczego książka mi się całkiem podobała, skoro miałam
podczas lektury wiele obiekcji.
Po
pierwsze, nie rozumiem zupełnie tego bezsensownego
podziału na frakcje,
a dokładniej – nikt z nas nie może ograniczyć się tylko do
jednej grupy cech dominujących. Osoba skromna może być
nieustraszona, osoba inteligentna może być niesamolubna, osoba
prawa może być impulsywna itd. Nie wiem, czy autorka inspirowała
się Igrzyskami Śmierci, czy też nie, jednak dla mnie podział na
dystrykty miał w tamtej serii większy sens, ponieważ nie był
oparty na cechach charakteru. Kiedy przeczytałam, że Tris nie może
rozmawiać jak normalna nastolatka z rodzicami przy stole, bo pytania
to przecież oznaka ciekawości, a ciekawość nie przystoi
Altruistce...
Po
drugie, Próba. Naprawdę nie mam siły jej opisywać, ale każdy z
was, co czytał książkę, na pewno wie o co mi chodzi – nóż,
ser, pies? Jak te wybory mogą zdefiniować całe twoje życie?
Po
trzecie, głupia zasada, że kiedy zmieniasz frakcje, to zdradzasz
rodzinę i już jej nigdy nie zobaczysz.
No proszę... Gdybym miała dziecko i Próba wykazałaby, że lepiej
przysłużyłoby się ono społeczeństwu, gdyby należało do innej
frakcji, a przy tym byłoby szczęśliwe, bo byłoby sobą, to w
żadnym wypadku nie nazwałabym go zdrajcą... Frakcja ważniejsza
niż krew?
Po
czwarte, jeśli byłabym przez szesnaście lat wychowywana jako
Erudytka, bo rodzice nie dopuszczaliby myśli, że ich kochana córka
mogłaby ich zdradzić i opuścić frakcję, bo się urodziła jakaś
felerna i ma nie te cechy, a potem próba wykazałaby, że jednak
jestem super nieustraszona, tylko kondycji mi brakuje, bo kazano mi
czytać, a nie biegać, a mimo wszystko zmienię frakcję, to
przepraszam bardzo, ale jeśli mój skok nie jest imponujący i
jednak się zwalę z tego dachu, to jak można powiedzieć, że nie
pasowałam do grupy? Jak mogłam pasować, skoro uczono mnie na
Erudytę? (Spróbujcie powiedzieć to szybko i na jednym wydechu).
Mimo
tych wszystkich głupot, cieszę się, że miałam okazję zapoznać
się z Niezgodną. Umilała mi podróże autobusem na zajęcia i
wbrew moim wnioskom, moje ogólne wrażenie nie jest jakieś
tragiczne – naprawdę, czytałam gorsze książki, które zdanie za
zdaniem utwierdzały człowieka w przekonaniu, że niektórzy po
prostu nie powinni pisać. A jaka jest wasza opinia?