Pokazywanie postów oznaczonych etykietą science fiction. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą science fiction. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Recenzja: „Spektrum. Leonidy” Nanna Foss

 

„Spektrum. Leonidy” to ostatnia książka, którą przeczytałam w roku 2017. Na początku obawiałam się, że ze względu na jej gabaryty (ponad 500!) skończę ją czytać dopiero w pierwszym tygodniu stycznia, jednak czytało mi się ją tak lekko i szybko, że zajęło mi to zaledwie dwa dni.  Pomimo intrygującego opisu, nie miałam wobec niej wysokich oczekiwań, przede wszystkim dlatego, że wydawało mi się, że jest skierowana głównie do młodszych czytelników. Na plus przemawiał jednak fakt, że została napisana przez skandynawską pisarkę, a Skandynawom nie można odmówić lekkiego pióra i ciekawych pomysłów. Czy Nanna Foss spełniła moje oczekiwania?

niedziela, 24 września 2017

Recenzja: Tahereh Mafi „Dotyk Julii” (Dotyk Julii, tom 1)


Jakieś dwa lata temu, skuszona ciekawym opisem, sięgnęłam po „Dotyk Julii” spodziewając się wciągającej i interesującej historii o dziewczynie z wyjątkowym przekleństwem darem. Niestety, to chyba nie był dobry czas na czytanie dystopicznych powieści. Po bardzo dobrym początku szybko się znudziłam i rzuciłam książkę w kąt. Pisałam o niej również w moim pierwszym poście na tym blogu zatytułowanym „Trzy serie książek, których nigdy nie skończyłam”. Przyszłą jednak jesień, za oknem wiatr i deszcz, a ja postanowiłam przeprosić się z debiutem Tahereh Mafi i wytrwać do ostatniej strony. 

środa, 2 sierpnia 2017

Recenzja: Victoria Aveyard „Czerwona Królowa” (Czerwona Królowa #1)


Twój status zależy od koloru twojej krwi. Jeśli jest czerwona, jesteś nikim, członkiem klasy robotniczej, żyjącym w biedzie i nędzy. Żyjesz, by służyć swoim panom, Srebrnym i liczysz, że za zarobione pieniądze wyżywisz swoją rodzinę. Albo - tak jak Mare Barrow - kradniesz, modląc się, by nie zostać złapanym i surowo ukaranym.

czwartek, 4 maja 2017

Recenzja: Marissa Meyer „Cinder” (Saga Księżycowa, tom 1)


Zanim zacznę recenzję, to mam małe pytanie. Dlaczego nikt mi nie powiedział, że po tę książkę naprawdę warto sięgnąć?! Dużo o niej słyszałam, a szczególnie zagraniczni booktuberzy upodobali sobie całą serię Sagi Księżycowej, więc bez przerwy przewijała się ona w ulubionych. W końcu postanowiłam pójść za tłumem i zabrałam się za pierwszy tom. Boy, oh boy, cóż to była za przyjemność!

środa, 15 lutego 2017

Recenzja: Jay Kristoff i Amie Kaufamn „Illuminae”. Rewelacja!


W końcu udało mi się skończyć jakąś książkę! Illuminaę zaczęłam jeszcze w styczniu, ale dopiero w lutym udało mi się ją dokończyć. Niestety miesiąc ten naprawdę nie sprzyjał czytelniczym przyjemnościom, a jak już udało mi się znaleźć trochę czasu wolnego to oglądałam hurtem Chicago Fire. Poza tym na w tym semestrze mam sporo egzaminów państwowych z języka, a także prezentacji ustnych nad którymi spędzam większość czasu, dlatego też nie udało mi się przeczytać tej cudownej książki tak szybko, jak chciałam. A muszę przyznać, że była rewelacyjna i gdybym przeczytała ją w grudniu, z pewnością byłaby najlepszą książką roku 2016. :)

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Recenzja: „Angelfall” Susan Ee



Jak przeżyć Armagedon?

Po książkę tą sięgnęłam z pewnymi wątpliwościami. Lubię książki traktujące o zagładzie ludzkości - było już chyba wszystko: zombie, wirusy, kataklizmy… Jednak nigdy jeszcze nie czytałam książki o Armagedonie i aniołach, które bez wyraźnego powodu zaatakowały ludzi, niosąc za sobą falę strachu i śmierci.

piątek, 12 sierpnia 2016

Recenzja "Niezgodnej" Victorii Roth



Zazwyczaj moje wycieczki do biblioteki kończą się moim dumnym wymarszem z naręczem książek, których wcześniej nie miałam zamiaru przeczytać. Tak właśnie było i z tą książką. Widziałam film, który szczerze mówiąc uznałam za dość słaby, przez co jakoś straciłam zainteresowanie całą serią. Poza tym jestem pewna, że wielu z was zdążyło już nawet zapomnieć, że taka książka została napisana. Ale jak już wspomniałam na wstępie, weszłam do biblioteki z zamiarem wzięcia jednej jedynej książki na szwedzki i ewentualnie jakiegoś fajnego kryminału po angielsku, coby mieć co czytać między czytaniem. Wtedy mój wzrok padł na „Niezgodną”. „Kryminał to nie jest, – pomyślałam - ale przynajmniej po angielsku”. I teraz siedzę z kubkiem kawy, batonem i tą nieszczęsną książką.