Bardzo
żałuję, że akurat Szóstka Wron Leigh Bardugo natrafiła na mój czytelniczy
kac. Przez pierwsze dwa rozdziały przebijałam się jakiś tydzień.
Zupełnie nie miałam ochoty na kolejną książkę fantasy. Albo
jakąkolwiek książkę. Za oknem szalał wiatr, a ja wypijałam
hektolitry zielonej herbaty i większość wolnego czasu spędzałam
pod kocem, dlatego warunki do czytania miałam całkiem niezłe.
Gdyby tylko tak się chciało... Ale w końcu zachęcona pozytywnymi
ocenami na wszelkich możliwych portalach i platformach, zmusiłam
się do dalszej lektury i nie żałuję. Pomijając ten nieszczęsny
początek, powieść pochłonęłam
jednego dnia. Taka była fajna!