Przedpremierowa,
ponieważ polskie tłumaczenie dostaniemy dopiero w październiku,
aczkolwiek jestem świeżo po lekturze angielskiej wersji i bardzo
chcę się podzielić swoimi myślami, zanim zapomnę co czułam,
czytając tę książkę.
Zanim
zasiadłam do czytania własnego egzemplarza, poczytałam kilka
recenzji, które głównie traktowały o wrażeniach czytelników
(spoilerów unikałam jak ognia) i zauważyłam, że wiele z nich nie
było pochlebnych. Większość narzekała jednak na formę –
zapowiadano scenariusz i dostali scenariusz, a nie powieść w
związku z czym byli dość zawiedzeni tym faktem („bo to nie
powinno tak wyglądać!”). Powiem szczerze, że ja też na
początku żałowałam, że ósmy tom nie jest w formie powieści
tylko scenariusza, jednak zupełnie o tym zapomniałam, gdy zaczęłam
lekturę – tak bardzo mnie wciągnęła. Podeszłam do niej z
zapałem i bezkrytycznie, nie przypinając jej łatki
„kontynuacji”, „ósmego tomu” i nie oczekując, że będzie
tworzyć płynną i spójną całość z pozostałymi siedmioma
tomami.
