Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura współczesna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura współczesna. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 13 marca 2018
piątek, 26 stycznia 2018
Recenzja: „All the Ugly and Wonderful Things” Bryn Greenwood
Długo zastanawiałam się, czy chcę napisać recenzję tej książki. Historia w niej zawarta jest kontrowersyjna, często obrzydliwa i prawdziwa do bólu. W końcu postanowiłam, że napiszę o niej słów kilka, jednak nie podejmuję się oceny. Sama do końca nie wiem, co czuję po przeczytaniu „All the ugly and wonderful things” Bryn Greenwood. Ale stwierdziłam, że warto o niej wspomnieć.
środa, 3 stycznia 2018
Recenzja: Robyn Schneider „Początek wszystkiego”
Ta powieść jest najlepszym dowodem na to, że ja się kompletnie nie nadaję do czytania literatury YA w której nie ma smoków. Za nic to do mnie nie przemawia i każda próba kończy się irytacją i zgrzytaniem zębów. Pierwszą książką przeczytaną przeze mnie w nowym roku jest właśnie dumny reprezentant nurtu literatury młodzieżowej, czyli „Początek wszystkiego” autorstwa Robyn Schneider i dzisiaj właśnie o tej książce.
piątek, 28 kwietnia 2017
Recenzja: „Strasznie głośno, niesamowicie blisko” Jonathan Safran Foer
Moja pierwsza recenzja po blisko dwumiesięcznej przerwie to z jednej strony staroć, ale z drugiej - prawdziwy rarytas. Wielu z Was tytuł na pewno jest znany, chociażby ze względu na ekranizację filmową. Cóż, filmu nie widziałam, ale o książce chętnie napiszę.
środa, 7 grudnia 2016
Recenzja: „Nie ma tego złego” Katarzyna Żak
Katarzyna Żak „Nie ma tego złego”, czyli jak się podnieść po rozstaniu, wikłając się w sprawę morderstwa. „Nie ma tego złego” jest moją pierwszą książką autorstwa Katarzyny Żak. Powieść pochodzi z serii „Literatura z babeczką” i muszę przyznać, że historia wciągnęła mnie od pierwszych stron i bardzo polubiłam się z głównymi bohaterami.
czwartek, 3 listopada 2016
Recenzja: „Załącznik” Rainbow Rowell
Kiedy ktoś ma obsesję na twoim punkcie, a ty uważasz, że to słodkie.
Poszłam za ciosem i od razu po przeczytaniu „Fangirl” zabrałam się za „Załącznik”. Wydawało mi się, że skoro „Fangirl” nie była taka zła, a poza tym wszędzie widzę ostatnio nazwisko Rainbow Rowell i jej twórczość, która jest oceniana dość wysoko, to będzie to genialny pomysł. Opis na okładce brzmiał bardzo przyjemnie i mogłam założyć, że czas, który poświęcę na przebrnięcie przez trzysta stron powieści nie będzie czasem straconym. Czy miałam rację?
Subskrybuj:
Posty (Atom)





