wtorek, 13 marca 2018

Recenzja: „Jej wysokość P.” Joanne MacGregor

To prawda, że już nie można mnie nazwać nastolatką, ale od czasu do czasu i ja lubię sięgnąć po młodzieżówki, okej?! Właściwie był to jeden z moich celów - urozmaicić trochę literaturę po którą sięgam. W każdym razie dzisiaj przychodzę do was z recenzją nowiuteńkiej książki Wydawnictwa Kobiecego -  Jej wysokość P. autorstwa Joanne Macgregor. Recenzję piszę przy akompaniamencie co najmniej czterech wiertarek - gruntowny remont mieszkania obok - więc jestem nieźle nabuzowana i całkowicie gotowa.




„Udając malutką, nie przysłużysz się światu”. — Marianne Williamson


My, niskie dziewuchy (162 cm pozdrawiają!) na pewno nie raz marzyłyśmy o tym, by mieć nogi do nieba i nie musieć wszędzie chodzić ze stołkiem. No cóż, Peyton - główna bohaterka naszej książki - ma ponad metr osiemdziesiąt i codziennie zmaga się z uszczypliwymi uwagami dotyczącymi jej wzrostu. Jest on przyczyną mnóstwa jej problemów, a największym z nich jest brak akceptacji własnego ciała. Dodatkowo ciężko jej znaleźć chłopaka, który nie musi stawać na palcach, by skraść jej pocałunek. Peyton marzy, by po szkole wyjechać na studia do Nowego Jorku i zostawić daleko za sobą problemy rodzinne, dlatego gdy pojawia się okazja zgarnięcia 800$, dziewczyna przyjmuje zakład. Reguły są proste - trzy randki i bal maturalny z chłopakiem wyższym od niej. Sprawy komplikują się jednak, gdy Peyton zakochuje się w jednej z ofiar. 

Na pierwszy rzut oka (i kolejny też) fabuła książki nie jest wyjątkowo oryginalna. Nastolatka zakochuje się w koledze, pierwsza miłość, dramatyczne rozstania i powroty - wszyscy to znamy. Wbrew pozorom nie jest to jednak historia o zakochanej, zakompleksionej nastolatce. To, co wyjątkowo wyróżnia tę powieść, jest jej przesłanie: najpierw zaakceptuj i pokochaj siebie. Peyton nienawidzi swojego wzrostu, tak samo jak inne dziewczyny nie znoszą swojej wagi, rzadkich włosów, małych piersi, szerokich bioder i tak dalej. Joanne Macgregor zręcznie pokazała przemianę, jaka zaszła w Peyton na przestrzeni kilkuset stron. Na pewne rzeczy nie mamy wpływu, ale możemy nauczyć się je akceptować i zamienić je w atut. To właśnie zrozumiała nasza główna bohaterka i niezmiernie mi się to podobało. Zmiany zaczynają się w naszej głowie! 



„Chciałam, żeby mój chłopak miał większe stopy ode mnie. I dłonie. Chciałam chłopaka, który porwałby mnie w ramiona i nie dostał przy tym przepukliny. Który musiałby się schylić – albo mnie podnieść – żeby skraść mi pocałunek.”

Peyton jest osobą, którą łatwo polubić. Trochę nieśmiała, zagubiona, niepewna siebie, ale z drugiej strony pragnąca zmian i wierząca, że uda jej się osiągnąć wymarzony cel. Dziewczyna rozkwitała z rozdziału na rozdział, szybko uczyła się na własnych błędach, a potknięcia starała się zwalczać humorem i uśmiechem.

Kolejne istotne tematy poruszone w książce to choroba bliskiej osoby, problemy z wpasowaniem się i przynależeniem do grupy, ”hejt” rówieśników, waga prawdziwej przyjaźni czy też niespełnione oczekiwania rodziców. Myślę, że dużym plusem tej książki jest fakt, że pod powłoczką lekkiej i przyjemnej historii kryje się wiele ważnych i pouczających prawd. Gdy zaczęłam czytać tę powieść, bałam się, że będę miała trudności z odbiorem historii, która jest przeznaczona dla troszkę młodszych ode mnie czytelników. Jednak brak samoakceptacji czy niespełnione ambicje to problemy, które dotykają nas wszystkich.  



Oczywiście, było kilka schematycznych tak zwanych YA tropes, czyli momentów, które są powielane w każdej książce młodzieżowej/YA, jednak wywracanie oczami ograniczyłam do jednej czy dwóch scen, a zatem to prawie tak, jakby ich nie było!  Jako całość Jej Wysokość P. to przyjemna lektura dla nastolatków, którzy tak jak Peyton zmagają się z niską samooceną i problemami w domu.

Gdy raz wzniesiesz się na wyżyny, nigdy już nie będziesz chciał zejść na dół.”
Tak jak już wspomniałam wcześniej, staram się dać szansę współczesnej literaturze, która w zeszłym roku została wręcz zmasakrowana przez fantastykę. Na razie jestem zadowolona z rezultatów! 

A czy Wy już mieliście zaszczyt poznać Jej Wysokość P.?!



Za egzemplarz dziękuję



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz