czwartek, 27 października 2016

Recenzja: „Przez niego zginę” K. A. Tucker, czyli jakich facetów nie podrywać



Jeśli chodzi o kryminały i thrillery to przeczytałam ich tonę i dwieście. Całe gimnazjum spędziłam na czytaniu o krwawych zbrodniach i tajemniczych zagadkach, dlatego po dłuuugiej przerwie (odkryłam fantastykę, przepraszam) z chęcią sięgnęłam po kolejny kryminał i miałam nadzieję na mrożącą krew w żyłach, zręcznie napisaną historię. Ale cóż, jeśli ktoś namiętnie czytał Kinga czy Koontza to oczekuje flaków, gwałtownych zwrotów akcji, szukania poszlak i przedziwnych motywów i portretów psychologicznych. „Przez niego zginę” niczym specjalnym mnie nie zaskoczyło.

Maggie Sparkes spotyka prawdziwy cios, gdy dowiaduje się, że jej najlepsza przyjaciółka Celine popełniła samobójstwo. Przyjeżdża więc do Nowego Jorku, aby spakować pamiątki po przyjaciółce i opróżnić mieszkanie z antyków namiętnie przez nią kolekcjonowanych. Podczas inspekcji mieszkania, Maggie umacnia się w przekonaniu, że Celine nie mogła odebrać sobie życia, tylko została zamordowana. Policja jej nie wierzy, uznając dowody za niewystarczające i zamyka sprawę. Dziewczyna nie poddaje się i wynajmuje prywatnego detektywa, by razem z nim odkryć prawdę o śmierci miłośniczki sztuki. Przy okazji na jaw wychodzi wiele niewygodnych tajemnic i koniec końców Maggie nie jest pewna, kim tak naprawdę jest dziewczyna, z którą przyjaźniła się całe życie.

Podstawowym minusem było na pewno to, że od początku mamy maksymalnie dwóch podejrzanych i tak zostaje do końca książki. Myślę, że nie będzie to wielkim spoilerem, (a jeśli tak, to SPOILER ALERT) gdy napiszę, że już po pierwszym zdaniu książki wiemy, że Celine oczywiście nie popełniła samobójstwa, tylko została zamordowana. Jak dla mnie takie prologi tylko psują całą zabawę. Ponad to tak naprawdę nie polubiłam specjalnie żadnej postaci (oprócz piszącej kryminały starszej pani) – mamy idealnego, przystojnego i bogatego mężczyznę, który tak naprawdę mógłby się nazywać Christian Grey, a nie Jace Everett. Mamy główną bohaterkę, która pcha się do łóżka każdemu, kogo podejrzewa o bycie mordercą – nie wiem, co to za nowy system obronny, ale panie, nie próbujcie tego w domu. Mamy też – a może i nie mamy – naszą niedoszłą samobójczynię, której autorka nie potrafiła nadać jednolitej osobliwości i czasem miałam wrażenie, jakbym czytała o dwóch różnych osobach. Nie powiem, żeby cała intryga też była jakaś górnolotna, chociaż ludzie zabijają z głupszych i bardziej błahych powodów.


Z drugiej strony, gdy skończyłam czytać książkę i odłożyłam ją na bok, to wcale nie pomyślałam, że była ona zła. Wręcz przeciwnie, byłam ciekawa co się zdarzy mimo tego, że kilka rzeczy przewidziałam dużo wcześniej. Ciekawy był też sposób narracji – pierwszoosobowa, w czasie teraźniejszym. Na początku czytało się dość dziwnie, ale szybko się przyzwyczaiłam. Spodobał mi się też sam styl pisania autorki, nie były to toporne zdania i żałosne dialogi, więc jakoś przeżyłam do końca historii i się tak bardzo nie umęczyłam. Było po prostu przeciętnie. A jaka jest wasza opinia o tej książce?

PS Mojego przekręcania tytułów ciąg dalszy - „Przez ciebie zginę” i „Przez niego umrę”... Brawo ja! (O mojej tendencji do zapominania tytułów pisałam na wstępie TEJ recenzji)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz